Wstęp: Kim jestem i po co to piszę?
Cześć!
Nazywam się Rafał Kosiarski, a Mentalny Kosior to mój artystyczny pseudonim. Z tym „artystyczny” to taki żarcik, a „pseudonim” to raczej ksywa, która jest ze mną od lat. Od lat, w których „Kosior” znaczyło zupełnie coś innego. Jestem jeszcze z tego pokolenia, rocznik ’93, że oczy widzą, uszy słyszą, a usta milczą, więc dostaniecie tutaj tylko namiastkę historii sprzed lat.
Byłem inną osobą, a to, co dzisiaj piszę, jest świadectwem mojej zmiany. Ten wpis będzie pierwszym na mojej stronie i będzie przedstawiał moją przemianę – od chłopca rzucanego przez los na lewo i prawo do dzisiejszej wersji mnie: pełnego odpowiedzialności za swoje życie i ulepszającego życie innych. I ten wpis będzie nie po to, żeby się chwalić czy żalić, ale po to, by pokazać Ci, że tak samo jak ja, także Ty możesz dokonać spektakularnych zmian w swoim życiu – i to nie przypadkowo, ale w pełni kierując swoim życiem tak, jak tego pragniesz.
Musicie wiedzieć, że ten wpis jest dla mnie swego rodzaju autoterapią, bo dzisiaj, jako dorosły facet, mam okazję jeszcze raz spojrzeć na to, co działo się w moim dzieciństwie. Dzisiaj jeszcze raz mogę spojrzeć, jaka droga sprawiła, że jestem tutaj dzisiaj jako trener w swoim klubie i student mocy umysłu.
Dzieciństwo: Kraków, plac targowy i boisko
Urodziłem się w Krakowie. Swoje dzieciństwo spędziłem na jednym z placów targowych oraz na boisku. Od 6. roku życia jestem aktywny sportowo. Do 14. roku życia pływałem i grałem w piłkę. Większość czasu spędzałem na boisku. Trenowałem dużo i ciągle. Byłem bardzo nieustępliwy i agresywny jako gracz i uwielbiałem „gryźć” murawę. Co zabawne – byłem pulchnym dzieckiem i to jednym z 3 w szkole. W tamtych czasach to „grubaski” byli wyjątkami. Daję sobie pełne prawo, żeby nie być poprawnym politycznie w tych kwestiach, bo sam musiałem sobie poradzić ze swoją sylwetką.
Wracając do tematu – walkę o swoje (nie tylko na meczach jako zawodnik, a potem „kibic”) mam we krwi. Byłem wyróżniającym się graczem, a kiedy rozmawiam z ziomkami o tamtych czasach, oni także wspominają mnie jako wybitnego gracza. Moim marzeniem było zagrać na EURO 2012! No cóż…
Zdeptany plan i lekcja o wpływie rodziców
Kiedy dostałem ofertę do gry na kontrakcie już jako nastolatek, co wiązało się z internatem kilkanaście kilometrów dalej, dałem sobie zdeptać ten plan. Niestety brak wiary innych osób mówiących, że praca jest ważna, że trzeba to i tamto, wygrał. Trudno winić dziecko o brak świadomości.
Pamiętajmy, że rodzice mają ogromny wpływ jako autorytety na swoje dziecko, więc niestety ta droga się dla mnie zamknęła. Na terapii mówi się: „zwalmy wszystko na mamę i skończmy 30 minut wcześniej”. Teraz mam 33 lata i choć kiedyś miałem ogromnie dużo żalu, złości w stosunku do rodziców za to, jak czułem się traktowany, to teraz rozumiem, że dostałem wszystko, co potrafili mi dać i czym sami dysponowali.
Gimnazjum na wrogim osiedlu i narodziny „tamtego Kosiora”
Ze złamanym sercem na rok zająłem się tańcem z taką samą walecznością i wkładaniem wysiłku, jednak życie postanowiło mnie wyposażyć w historię, która mnie najpierw złamała, a potem poskładała w mocnego gościa.
Chwilę wcześniej zacząłem gimnazjum na wrogim osiedlu. Musisz wiedzieć, że wychowałem się w Krakowie, a Kraków to historia na książki, które zresztą już powstały o kibicach 🙂 Trzy lata wpierdolu psychicznego (fizycznie nie dali rady) w gimnazjum, fałszu ze strony pseudo-kolegów oraz braku wsparcia, a także mojego buntu, aby wytrzymać w tym miejscu, rozpoczęły budowanie Kosiora.
Tamtego Kosiora sprzed lat. Chłopaka, który postanowił użyć krzywd jako napędu do działania. Działania, które w tamtych czasach wydawały się wspaniałą drogą do jakiegoś rodzaju sławy miastowej. Do bycia kimś na mieście. Do bycia w ekipie.
Sporty walki: motywacja, praca i „nieuświadomiony pęd”
Chcąc poradzić sobie w środowisku, zacząłem trenować sporty walki, mając 15 lat. Tak – moją motywacją było się po prostu lepiej bić.
Wychowany byłem na ciężkiej pracy moich rodziców i ich umiejętności do poświęcenia innych rzeczy dla rezultatu oraz w przekonaniu, że praca to orka. Od świtu do zwierzchu. Taki był mój wzorzec pracy, który zacząłem modyfikować dopiero jako dorosły, świadomy facet. Dzisiaj jestem godny podziwu, że można tak bardzo ciężko pracować, tak mało spać i budować dom, posadzić drzewo, a raczej ogród, i wychować syna.
Teraz doskonale widzę, skąd mam nadludzką nieustępliwość, daleko przekroczony próg bólu i wytrzymałości na wyzwania, a także nieuświadomiony pęd, nad którym dopiero teraz zaczynam mieć kontrolę. Kłopot, który sprawia, że pomimo wspaniałego życia mam uczucie ciągłego biegu, ciągłego przekraczania granicy, ciągłej nieobecności umysłu skupionego kilka kroków dalej. Na pewno ambicja to jedno, ADHD to drugie, a także chęć zasługiwania na uznanie – to miks, który ja nazywam nieuświadomionym pędem. Wiele osiągnąłem w życiu, a nadal jeszcze nie tak dawno temu ciężko mi się zatrzymać i delektować się chwilą.
Pisząc to, też mam wrażenie, że to materiał na dobrą książkę – lubię pisać i lubię gadać. Taka książka na pewno byłaby inspiracją dla innych. Wiem, że trochę młodsi ode mnie ludzie szukają autorytetów – może tutaj znajdziesz kogoś, kto pokaże Ci, że można inaczej.
Technikum, „gwiazda”, rynek i nocne światła miasta
Skoncentrowanie rodziców na zapewnieniu nam materialnego bytu spowodowało szukanie środowiska, gdzie dostanę to, czego nie miałem. Po skończeniu gimnazjum zacząłem na ostro „chuliganić”.
W technikum byłem gwiazdą. Przystojny, temperamentny chłopak ze środowiska „kibicowania” i chwilę później dużych chłopaków, którzy pilnują klubów na rynku, tancerzem go-go i używek. Wyobraź sobie – chłopak z problemami trafia tam, gdzie znajduje ziomków, uznanie, aprobatę, i stałem się znanym Kosiorem. Mając 19 lat, miałem za sobą elitę i sam uważałem się za twardego gościa. Niebezpieczny, młody chłopak, uwielbiający życie w stylu sex, drags and rock and roll.
Nocne światła miasta zawładnęły moim życiem.
Teraz zatrzymaj się na chwilę i pomyśl. Jesteś młodym facetem. Silny, umięśniony, otoczony kobietami, pieniędzmi z namiastką władzy oraz renomą wyrobioną na mieście. Czy to brzmi źle? Robisz sobie, co chcesz, z kim chcesz i gdzie chcesz. Problem pojawił się wtedy, kiedy życie nocne okazało się mieć swoje konsekwencje, a codzienne życie zaczęło być wyzwaniem w normalnym funkcjonowaniu.
Walki, waga i konsekwencje
Jako junior w sportach walki nie osiągnąłem spektakularnych sukcesów, choć większość walk wygrałem. Więcej osiągnąłem w bójkach na głównych ulicach miasta niż w ringu w tamtym okresie. Stoczyłem kilkadziesiąt walk, ale nie jeździłem na turnieje mistrzowskie – potem nastąpiła przerwa w życiorysie na nocne światła miasta. Trenowałem, ale nie startowałem.
Ważyłem wtedy niecałe sto kilo. Moi koledzy śmiali się ze mnie, że nie mogę dobić tej stówy! To było naprawdę trudne! W końcu mam 172 cm wzrostu!
Trenowałem, jak nie byłem pod wpływem albo nie siedziałem na rynku z ziomkami i dupeczkami. Kilku moich kolegów już nie żyje. Tak – dokładnie z tymi, z którymi siedziałem. Brzmi okrutnie, niestety to sama prawda. Sami pracowaliśmy na swoją zgubę, uciekając od problemów, do których nie mieliśmy sił stanąć. Rynek po latach okazał się inny niż wtedy, kiedy znalazłem tam zapomnienie o problemach.
W tym miejscu powinienem napisać historię, która spowodowała zwrot w moim życiu, ale jest na tyle bolesna, więc napiszę tylko, że podkopała wartości, które na początku mi na mieście imponowały, a po tej sytuacji otworzyły mi oczy. Jak zwykle w moim życiu duże znaczenie miały i mają małe kobiety. Małe w sensie niskie, a o dużym wpływie. I bohaterką tej sytuacji także niestety była kobieta.
ALE TO ZŁA KOBIETA BYŁA… BAAARDZO ZŁA i zrobiła wyłom w ekipie wielkich chłopów.
Z rynku powstała przyjaźń z M., który do dzisiaj, tak samo jak ja, wybrał inną drogę życia. Przeszliśmy przez piekło, które umocniło naszą przyjaźń. Jako jedyni stawiliśmy czoła swoim demonom, żeby zmienić swoje życie, a często balansowaliśmy na jego linii. Historie, które przeżyliśmy, zostaną dla nas.
Śmierć taty, znieczulanie się i zrozumienie uzależnień
Dzisiaj rozumiem, jak bardzo ból, który nosiłem i który chowałem, dał mi możliwość wzrostu.
Przenieśmy się w czasie. Mój tato umarł, kiedy miałem 21 lat, a ja przez 3 miesiące dzień w dzień znieczulałem się, cierpiąc. Myślę, że wtedy byłem bliski śmierci. Wyprowadziłem się z domu jako nastolatek i nie widzieliśmy się wiele razy do jego śmierci. Wracałem i opuszczałem dom.
Moja relacja z rodzicami zawsze była i jest nadal trudna. Ich przekonania wzbudzały we mnie bunt – wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego. Wykorzystywałem ból jako napęd. Złość jako paliwo. Gniew jako determinację.
Chcąc zrozumieć używki i wyrwać się ze szponów miasta, skończyłem studium „terapeuta ds. uzależnień” z wysoką oceną. Praktyka czyni mistrza… Mało śmieszny żart, wiem, ale pasuje. Zachowajmy dystans do siebie 🙂
Ze szkoły średniej zostałem wyrzucony dwa razy. Dopiero zaocznie skończyłem 3 szkołę średnią.
Sukcesy: tytuły, reprezentacja i prawie 160 walk
Przenieśmy się w czasie…
Zostałem 3 razy mistrzem świata, mistrzem Europy oraz 6-krotnie mistrzem Polski w kickboxingu.
Wiele razy reprezentowałem nasz kraj na arenie międzynarodowej, trenowałem w 13 krajach. Jako jeden z nielicznych uciekłem od nocnego życia, dlatego tak łatwo było mi zwyciężać i zawsze mieć napęd do przekraczania granic. Stoczyłem niemal 160 walk.
Akademia Progresu: klub, rozwój i przeszkody
Od 6 lat prowadzę zajęcia w swoim klubie Akademii Progresu. Zaczynałem od 11 osób. W tym roku jest ich dużo więcej. Moi zawodnicy to mistrzowie Polski oraz medaliści Pucharów Świata i Europy (na ten moment).
Zaczynałem w starym gołębniku na piętrze naszego garażu. Dzisiaj obiekt ten zmodernizowałem i wkrótce znowu powiększę sale. Kiedy remontowałem stary gołębnik pod płaszczykiem pomocy, okradła mnie moja rodzina (żaden bliski – łączy nas tylko krew) z wszystkich pieniędzy, na które ciężko wypracowałem u mamy na placu targowym. Kiedy zrobiłem pierwszy projekt na kilkadziesiąt tysięcy, miałem problemy z architektem i kolejne tysiące poszły się jebać.
W tym czasie zarabiałem pieniądze, aby mieć na starty – nigdy wcześniej nie myślałem, że będę teraz robił to, co chcę, na taką skalę.
Koniec kariery, depresja i wybór: budowanie innych
Skończyłem karierę 2 lata temu. Nie chciałem i ta decyzja złamała mi serce. Po tej decyzji popadłem w depresję i zraziłem do siebie wiele osób, niedotrzymując SOBIE I IM SŁOWA. Zrobiłem mnóstwo głupich rzeczy i nawet na chwilę wróciłem na bramkę… taaa…
Nie ma w kickboxingu pieniędzy, żeby się z nich utrzymać. Mogłem wyjechać za granicę i walczyć dalej. Miałem już sporo kontuzji i problemów z układem pokarmowym. Prowadziłem już w pełni klub i próbowałem to łączyć. Wybrałem budowanie innych. Wybrałem to, co okazuje się dawać mi ogromne spełnienie. Tworzenie lepszej jakości życia moich klubowiczów, dzieląc się moją pasją do sportu i rozwoju.
Dwa lata „odwyku”, delegowanie i prywatne wyzwania
Potrzebowałem 2 lata odwyku od życia sportowego, który był moim lekarstwem na to, co działo się w nim wcześniej. Kiedy to piszę, zaczynam naprawdę łapać prostą życiową.
W moim klubie zacząłem delegować część pracy. Pomyśl tylko, że przez 6 lat robiłem wszystko sam z pomocą bliskich. Sprzątanie, remonty, prowadzenie zajęć niejednokrotnie od rana do wieczora. Nigdy nie narzekałem na brak klientów.
Po skończeniu kariery razem ze swoją narzeczoną zaczęliśmy intensywniej myśleć o zwiększeniu rodziny i nie chodzi o to, że adoptujemy 4 kota 🙂 Taka praca to sama przyjemność!
Niestety w tamtym roku straciliśmy naszego pierwszego dzieciaka na początku ciąży i pierwszy raz od początku związku mieliśmy chwilowe rozstanie. Zdecydowanie życie daje nam nie lada wyzwania. Daję tylko krótką wzmiankę, bo to trudny temat, a ja pytałem o zgodę Kamili na umieszczenie tego fragmentu życia. Życie wspólne kontynuowaliśmy już po kilku dniach, a ja po tym wydarzeniu wróciłem na terapię do psycholożki, z którą pracowałem niemal od 3 lat nad zrozumieniem siebie, swoich podświadomych przekonań i zmianą na taką wersję siebie, jaka mi pasuje.
Dziś z Anetą (moja psycholog) organizujemy wspólnie warsztaty z ustawień systemowych (hellingerowskich) w moim klubie, a ja sam jestem uczestnikiem i przyglądam się, jak pracuje doświadczona osoba w dziedzinie mentalu.
Nowy etap: hipnoza, NLP i programowanie podświadomości
W tym momencie mój klub rozwija się bardzo szybko, a ja zaczynam uczyć się na hipnoterapeutę.
Sam jako sportowiec uczestniczyłem w sesjach hipnozy, grupowych medytacjach, ustawieniach systemowych, pracowałem różnymi narzędziami. Wykorzystałem hipnozę jako narzędzie do pozbycia się traum z przeszłości. Pracowałem z kilkoma specjalistami i zakochałem się w możliwościach, jakie daje programowanie podświadomości i odblokowanie wewnętrznego potencjału.
Dokładnie 14 lutego 2026 rozpoczynam 100 godzin kursu w szkole Hipnozy i Hipnoterapii w Gdyni. Chwilę wcześniej byłem na kursie z elementami NLP (neurolingwistyczne programowanie) i już zacząłem pracować kotwiczeniem mentalnym z moimi klientami.
Nie mogę się doczekać kolejnego etapu życia.
Synchroniczność: Rafał, Rafał, Rafał…
Na koniec interesująca synchroniczność.
Mam na imię Rafał.
Mój pierwszy trener ma na imię Rafał.
Mój pierwszy trener w narożniku ma na imię Rafał.
Trener, z którym zdobyłem pierwszy tytuł mistrza świata, ma na imię Rafał.
Mój mentor ma na imię Rafał.
Jadę na kurs do szkoły Hipnozy i Hipnoterapii, a prowadzący ma na imię… Rafał.
Każdy z tych Rafałów to inny Rafał.
Tak to tylko tutaj zostawiam…
Macie synchroniczności w swoim życiu?
Ciąg dalszy nastąpi……..
